Po prostu być
Edyta, Polska, Age 30Wyruszając na wolontariat, otrzymujemy niekiedy więcej, niż dajemy.
O wyjeździe na misję marzyłam od trzynastego roku życia. Pamiętam, jak zaczytywałam się w blogach uczestników Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego i wyobrażałam sobie, że kiedyś też znajdę się wśród nich. Na miejsce studiów wybrałam Kraków, między innymi z tego względu, że jest tam zlokalizowany jeden z oddziałów SWM. W działania Wolontariatu zaangażowałam się już kilka lat temu. Był to bardzo rozwijający czas, pełen dobrych doświadczeń i inspirujących rozmów z ludźmi, którzy wracali ze swoich misji. Wszystko to jeszcze bardziej zachęciło mnie do wyjazdu.
Do moich obowiązków w trakcie wolontariatu należało pomaganie siostrom w opiece nad dziećmi. W hogarze – tak nazywaliśmy nasz dom – mieszkało około trzydzieścioro dzieci w wieku od czterech do osiemnastu lat, zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Codziennie zaprowadzałam je do szkoły lub przedszkola, pomagałam przy odrabianiu lekcji i towarzyszyłam w różnego rodzaju aktywnościach. Były to dzieci znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej – częściowo osierocone lub pochodzące z rodzin, w których problemem była bieda, przemoc, nadużywanie narkotyków, czy prostytucja. W hogarze miały zapewnione bezpieczne warunki życia, jednak tym, czego potrzebowały najbardziej, była nasza obecność, indywidualna uwaga i chociaż odrobina czułości. Dzieci uwielbiały się do nas przytulać i spędzać z nami czas.
To było trudne, ale zarazem piękne doświadczenie, które w jakiś sposób mnie uczłowieczyło. Zanim zaangażowałam się w wolontariat, trochę idealizowałam misje. Wydawało mi się, że wolontariusz to taki bohater, który wyrusza na drugi kraniec świata i poświęca się dla innych. Tymczasem wolontariat – zarówno ten odbywany w Polsce, jak i w Boliwii, pomógł mi spojrzeć na misje jako na coś bardzo zwyczajnego. Zrozumiałam, że najważniejsze na misji to po prostu być – dać swoją obecność, ale też przyjąć czyjąś obecność w swoim życiu, na zasadzie wzajemnej wymiany. Mam poczucie, że bardzo dużo otrzymałam od tych dzieci. Zaskoczyło mnie, że mimo tak trudnej przeszłości, obdarzyły mnie ogromem bezwarunkowej miłości i zaufania. Poprzez ich pełne prostoty i czułości gesty, słowa i spojrzenia doświadczyłam tego, jak bardzo Pan Bóg mnie kocha.
Opowieści Edyty pochodzą z wywiadu, który ukazał się w publikacji ,,Międzynarodowy Wolontariat Młodzieży". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.
Updated on Mardi, 17/02/2026