Skip to main content
Szymon

Skok na głęboką wodę

Szymon, Polska, Age 25

Wyjazd nie tylko dodał mi pewności siebie i wzmocnił poczucie sprawczości, ale także zwiększył moją uważność na drugiego człowieka i zainspirował do wielu działań.

Zaczęło się od młodzieńczej ambicji i chęci poznawania świata. Wraz z dwoma kolegami z liceum marzyliśmy o tym, aby pewnego dnia wyjechać na studia za granicę. Do doświadczenia tego chcieliśmy się jednak odpowiednio przygotować. Tak zrodził się pomysł, aby jeszcze w szkole średniej odbyć zagraniczny wolontariat. Jeden z nas znalazł wówczas organizację AIESEC, która umożliwiała tego typu wyjazdy, i to w najbardziej egzotyczne zakątki świata. Ostatecznie każdy z nas wylądował gdzie indziej – jeden kolega w Albanii, drugi w Brazylii, a ja trafiłem do Indonezji.

W moim przypadku wolontariat objął pierwsze tygodnie roku szkolnego. Wolontariat zaczął się na początku sierpnia i trwał sześć tygodni, do Polski wróciłem więc w drugiej połowie września. Na szczęście dyrekcja szkoły nie miała z tym problemu. Chciałem uczyć matematyki lub fizyki, a w okresie wakacyjnym tego typu projekty dostępne były tylko w Indonezji. Dopiero po przyjeździe na miejsce dowiedziałem się, że szkoła, w której miałem uczyć, zrezygnowała ze współpracy z organizacją przyjmującą. Szybko znaleziono mi jednak inne zajęcie – rolę nauczyciela języka angielskiego w prywatnej szkole językowej. Z perspektywy czasu uważam, że dobrze się stało, bo było to dla mnie bardzo rozwijające doświadczenie. 

Wolontariat to był trochę skok na głęboką wodę. Nigdy wcześniej nie wyjeżdżałem poza Europę, a tymczasem z dnia na dzień trafiłem do kraju, w którym niemal wszystko jest inne niż u nas – kultura, religia, codzienne zwyczaje, jedzenie, czy nawet podejście do czasu. W takiej sytuacji człowiek musi zrewidować wszystkie swoje nawyki i przekonania, bo okazuje się, że w nowym miejscu wiele rzeczy działa według zupełnie innych zasad. Dotyczy to nawet tak przyziemnych kwestii jak załatwianie potrzeb fizjologicznych. W Indonezji, jak w wielu innych krajach Azji Południowo-Wschodniej, w toaletach znajdują się przede wszystkim ubikacje kucane. Często nie ma też papieru toaletowego ani bieżącej wody. Do spłukiwania i mycia rąk służy więc woda ze stojącej obok beczki lub wiaderka. Do wszystkiego można się jednak przyzwyczaić.

Myślę, że nie byłbym tym, kim jestem, gdyby nie Indonezja. Bardzo dużo się wtedy o sobie nauczyłem i do dziś uważam, że samorozwój i zbieranie tego typu doświadczeń to najlepsza życiowa inwestycja. Wyjazd nie tylko dodał mi pewności siebie i wzmocnił poczucie sprawczości, ale także zwiększył moją uważność na drugiego człowieka i zainspirował do wielu działań. Po powrocie zaangażowałem się między innymi w aktywność lokalnego oddziału AIESEC, a jednym z moich zadań było dbanie o to, aby zagraniczni wolontariusze czuli się u nas jak najlepiej. Miałem potrzebę odwdzięczenia się za dobro, którym sam zostałem wcześniej obdarowany.

 

Opowieści Szymona pochodzą z wywiadu, który ukazał się w publikacji ,,Międzynarodowy Wolontariat Młodzieży". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.

 

Updated on poniedziałek, 29/12/2025

Aleksandra

Integracja międzykulturowa w najlepszym wydaniu

Aleksandra, Polska, Age 23

Wierzę, że takie inicjatywy, jak wolontariackie projekty międzynarodowe uczą nas trochę lepiej się wzajemnie rozumieć i szanować odmienne punkty widzenia.

Wolontariat jest obecny w moim życiu, odkąd pamiętam. Już w szkole podstawowej angażowałam się w zbiórki Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Często byłam też wolontariuszką przy organizacji różnego rodzaju festiwali i wydarzeń teatralnych. Kiedy na pierwszym roku studiów koleżanka powiedziała mi o możliwości wzięcia udziału w wolontariacie międzynarodowym, od razu wiedziałam, że to coś dla mnie. Każdy taki wyjazd to nie tylko świetna okazja do uczenia się nowych rzeczy i poznawania ciekawych ludzi, ale także fajna przygoda.

Wzięłam udział w trzytygodniowym workcampie realizowanym w Miejscu Pamięci i Muzeum Sachsenhausen, na terenie byłego obozu koncentracyjnego, ponieważ tematyka projektu wydała mi się ciekawa ze względu na moje zainteresowania naukowe. Byłam wtedy po drugim roku studiów i zastanawiałam się nad tematem pracy licencjackiej. Interesowały mnie między innymi kwestie związane z niemieckim neonazizmem. Chciałam dowiedzieć się, jak ten temat postrzegany jest w różnych niemieckich środowiskach. Możliwość odbycia wolontariatu w takim miejscu wydała mi się dobrą okazją do odnalezienia pewnych odpowiedzi.

Było to bardzo rozwijające doświadczenie, głównie ze względu na ogrom zdobytej wiedzy i możliwość wymiany poglądów zarówno z pracownikami Miejsca Pamięci Sachsenhausen, jak i z wolontariuszami z innych krajów. Uwielbiam rozmawiać o polityce i chętnie korzystam z każdej okazji, w której mogę dowiedzieć się o świecie czegoś więcej, niż tylko to, co dociera do mnie na co dzień z mediów. Dyskusje z pracownikami muzeum dały mi nową, ciekawą perspektywę na temat popularności postaw neonazistowskich w Niemczech i pozwoliły mi znacznie lepiej zrozumieć, co tam się obecnie dzieje. Wszystko to było bardzo pomocne przy pisaniu mojej pracy licencjackiej. Mam też nadzieję, że doświadczenia zebrane w projektach ułatwią mi realizację przyszłych planów zawodowych, wśród których znajduje się między innymi praca na arenie międzynarodowej, na przykład w Komisji Europejskiej.

Uważam, że udział w tego typu przedsięwzięciach to doskonała okazja do poszerzania horyzontów i poznawania niezwykle ciekawych ludzi i interesujących miejsc. W dzisiejszym świecie widzimy postępującą radykalizację poglądów politycznych i społecznych, która we mnie osobiście budzi niepokój. Być może jestem idealistką, ale wierzę, że takie inicjatywy, jak wolontariackie projekty międzynarodowe uczą nas trochę lepiej się wzajemnie rozumieć i szanować odmienne punkty widzenia. Jest to integracja międzykulturowa w najlepszym możliwym wydaniu. Udział w zagranicznych wolontariatach to również świetna szkoła samodzielności i sprawnego poruszania się w międzynarodowym środowisku.

 

Opowieści Aleksandry pochodzą z wywiadu, który ukazał się w publikacji ,,Międzynarodowy Wolontariat Młodzieży". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.

 

Updated on poniedziałek, 29/12/2025

Edyta

Po prostu być

Edyta, Polska, Age 30

Wyruszając na wolontariat, otrzymujemy niekiedy więcej, niż dajemy.

O wyjeździe na misję marzyłam od trzynastego roku życia. Pamiętam, jak zaczytywałam się w blogach uczestników Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego i wyobrażałam sobie, że kiedyś też znajdę się wśród nich. Na miejsce studiów wybrałam Kraków, między innymi z tego względu, że jest tam zlokalizowany jeden z oddziałów SWM. W działania Wolontariatu zaangażowałam się już kilka lat temu. Był to bardzo rozwijający czas, pełen dobrych doświadczeń i inspirujących rozmów z ludźmi, którzy wracali ze swoich misji. Wszystko to jeszcze bardziej zachęciło mnie do wyjazdu.

Do moich obowiązków w trakcie wolontariatu należało pomaganie siostrom w opiece nad dziećmi. W hogarze – tak nazywaliśmy nasz dom – mieszkało około trzydzieścioro dzieci w wieku od czterech do osiemnastu lat, zarówno chłopcy, jak i dziewczęta. Codziennie zaprowadzałam je do szkoły lub przedszkola, pomagałam przy odrabianiu lekcji i towarzyszyłam w różnego rodzaju aktywnościach. Były to dzieci znajdujące się w trudnej sytuacji życiowej – częściowo osierocone lub pochodzące z rodzin, w których problemem była bieda, przemoc, nadużywanie narkotyków, czy prostytucja. W hogarze miały zapewnione bezpieczne warunki życia, jednak tym, czego potrzebowały najbardziej, była nasza obecność, indywidualna uwaga i chociaż odrobina czułości. Dzieci uwielbiały się do nas przytulać i spędzać z nami czas.

To było trudne, ale zarazem piękne doświadczenie, które w jakiś sposób mnie uczłowieczyło. Zanim zaangażowałam się w wolontariat, trochę idealizowałam misje. Wydawało mi się, że wolontariusz to taki bohater, który wyrusza na drugi kraniec świata i poświęca się dla innych. Tymczasem wolontariat – zarówno ten odbywany w Polsce, jak i w Boliwii, pomógł mi spojrzeć na misje jako na coś bardzo zwyczajnego. Zrozumiałam, że najważniejsze na misji to po prostu być – dać swoją obecność, ale też przyjąć czyjąś obecność w swoim życiu, na zasadzie wzajemnej wymiany. Mam poczucie, że bardzo dużo otrzymałam od tych dzieci. Zaskoczyło mnie, że mimo tak trudnej przeszłości, obdarzyły mnie ogromem bezwarunkowej miłości i zaufania. Poprzez ich pełne prostoty i czułości gesty, słowa i spojrzenia doświadczyłam tego, jak bardzo Pan Bóg mnie kocha.

 

Opowieści Edyty pochodzą z wywiadu, który ukazał się w publikacji ,,Międzynarodowy Wolontariat Młodzieży". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.

 

Updated on poniedziałek, 29/12/2025

Mariia

Pomaganie wciąga

Mariia, Polska, Age 27

Zaczęło się od pomysłu na urozmaicenie wakacji, a skończyło na wielomiesięcznej przygodzie
z wolontariatem.

W Ukrainie pracowałam jako nauczycielka informatyki w liceum, więc po zakończeniu roku szkolnego miałam przed sobą długie wakacje. Szukałam pomysłów na to, aby spędzić ten czas w wartościowy sposób. Pewnego dnia znalazłam na Facebooku ofertę wolontariatu krótkoterminowego, organizowanego przez poznańskie Stowarzyszenie Jeden Świat. Zgłosiłam się i zostałam przyjęta. Wyjeżdżając nie brałam jednak pod uwagę, że Polska stanie się moim drugim domem, a workcamp – początkiem dłuższej przygody z wolontariatem. 

Pierwszy wyjazd był dla mnie naprawdę wspaniałym doświadczeniem i to on sprawił, że nabrałam ochoty na więcej. Wraz z wolontariuszami z różnych zakątków świata spędziłam wtedy dwa tygodnie w ośrodku Monar w Gaudynkach. Kiedy tuż po powrocie Stowarzyszenie zaproponowało mi udział w kolejnym workcampie – nie wahałam się ani chwili. Tydzień później byłam już w drodze do Podlodówka koło Lublina, gdzie przez dziesięć dni pracowałam wolontaryjnie w Edukacyjnym Centrum Ogrody Permakultury. A dzień po powrocie z Podlodówka wyjechałam znowu – tym razem na dwa tygodnie do ośrodka Monar w Wyszkowie, w okolicach Warszawy. Okazało się, że w Stowarzyszeniu Jeden Świat mogę zrealizować roczny wolontariat w ramach programu Europejski Korpus Solidarności. Pomyślałam, że taka okazja może się nie powtórzyć, postanowiłam więc z niej skorzystać. 

Poznałam mnóstwo ciekawych i bardzo inspirujących osób. Najstarszy wolontariusz miał pięćdziesiąt siedem lat i ponad trzydzieści workcampów na koncie! Tego typu wyjazdy to doskonała okazja do wymiany międzykulturowej z prawdziwego zdarzenia. Pracowałam między innymi z wolontariuszami z Korei, Wietnamu, Pakistanu, Meksyku, Turcji, Armenii, Węgier, Belgii, Hiszpanii i wielu innych krajów.  Chyba nigdy wcześniej nie prowadziłam tylu ciekawych rozmów i nie dowiedziałam się tyle o świecie, co właśnie na workcampach. W wielu miejscach czułam się traktowana jak członek rodziny. Barierę stanowił czasem język, bo część pacjentów Monaru nie znała angielskiego. Nigdy jednak nie stanowiło to przeszkody, której nie dałoby się pokonać. Zawsze znajdowaliśmy jakiś sposób na dogadanie się, chociażby na migi. Nawet jeśli na początku workcampu wolontariusze i lokalsi traktowali się z pewnym dystansem, czy nieufnością, to na zakończenie wszyscy wpadali sobie w ramiona i płakali przy pożegnaniu.

 

Opowieści Marii pochodzą z wywiadu, który ukazał się w publikacji ,,Międzynarodowy Wolontariat Młodzieży". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.

 

Updated on poniedziałek, 29/12/2025

Justyna Daniło, archiwum prywatne

Sen o Egipcie

Justyna, Polska

Ten wyjazd udowodnił mi, że poradzę sobie w każdej sytuacji – nawet gdy w mieszkaniu nie będzie prądu ani ciepłej wody, bo i tego doświadczyłam.

Pod koniec 2021 roku, po prawie dwóch latach spędzonych w lockdownie, doszłam do wniosku, że marzeń o dłuższym wyjeździe za granicę nie ma co odkładać na później. Zaczęłam szukać projektu z Europejskiego Korpusu Solidarności. Znałam ten program i wiedziałam, że jest on idealną propozycją dla osób, które chciałyby zrealizować się w wolontariacie. 

Od początku wiedziałam, że chcę wyjechać do kraju arabskiego. Skończyłam prawo, ale przez kilka lat uczyłam się arabskiego – zamierzałam więc również wykorzystać ten wyjazd do praktyki języka. Poprzez Fundację Rozwoju Społeczeństwa Przedsiębiorczego złożyłam aplikację do organizacji Have a Dream w Kairze.

Opowieści Martyny pochodzą z wywiadu, który ukazał się w kwartalniku "Europa dla Aktywnych". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.

 


 

Updated on czwartek, 28/11/2024

archiwum prywatne

Piękny Erasmus

Martyna, Polska

Erasmus dodał mi pewności siebie i zaszczepił jeszcze większą otwartość! Ale przede wszystkim jest to wspaniałe doświadczenie pod względem kulturowym. Możliwość spotkania ludzi z całego świata i czerpania od nich niesamowicie rozwija. Erasmus dał mi też poczucie sprawczości i samodzielności. Kiedy wyjeżdżałam do Holandii, nawet nie potrafiłam gotować.

Jako studentka brałam udział w obozach snowboardowych i byłam animatorką w hotelach na Cyprze, z wyjazdami związane były również moje treningi – uprawiałam tenis, pływanie, snowboard, koszykówkę... Jednak dopiero Erasmus w Holandii był pierwszą dalszą, samodzielną podróżą w moim życiu.

Pojechała ze mną koleżanka, ale inne znajome również korzystały z tego programu. Jedna była w Szwecji, druga na Cyprze, jeszcze inna w Hiszpanii, a para kolegów udała się na Litwę. My wybrałyśmy Holandię. Trafiłyśmy na uczelnię w Leeuwarden we Fryzji, w pobliżu wybrzeża Morza Północnego. Spędziłam tam semestr. Zobaczyłam inny świat, szczególnie w Amsterdamie czy w innych większych holenderskich miastach, po których podróżowałyśmy – tolerancyjny i otwarty

Opowieści Martyny pochodzą z wywiadu, który ukazał się w kwartalniku "Europa dla Aktywnych". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.

Updated on środa, 27/11/2024

Dominika/EdA

Zawód: tłumacz audiowizualny

Dominika, Polska

To na Erasmusie nauczyłam się odwagi, by robić trudne rzeczy. Bo to nie jest takie oczywiste, że jedziesz do obcego kraju i tam zaczynasz swoje życie zawodowe.

Kiedy wyjeżdżałam do Francji, byłam na pierwszym roku magisterki na kierunku lingwistyka stosowana na UMCS [Uniwersytet Marii Curie-Skłodowskiej – przyp. red.] w Lublinie. Na początku wyjazd na Erasmusa traktowałam jako nagrodę pocieszenia, bo po licencjacie bardzo chciałam pojechać do Kanady, ale z różnych względów mi nie wyszło.

Miałam silną potrzebę zmiany miejsca, a Erasmus wydawał mi się najbardziej dostępną opcją wyjazdu za granicę, między innymi dzięki stypendium, które dostaje się na start.

Powiedziałam sobie: uczysz się francuskiego dziesięć lat, więc sprawdź się, czy naprawdę umiesz mówić w tym języku. Okazało się, że tak. (...) Kiedy pewnego dnia wracałam z zajęć, zadzwonił do mnie wykładowca i powiedział, że szukają kogoś do przetłumaczenia francuskiego filmu na język polski. Dodał, że to dokument o sztuce, a ja miałabym zrobić tłumaczenie ze słuchu. Na początku byłam przerażona, bo nie wiedziałam, czy podołam wyzwaniu. Ale pomyślałam, że jeżeli nawet czegoś nie wyłapię ze słuchu, to przecież mogą mi w tym pomóc znajomi Francuzi ze studiów. Filmy dokumentalne mają taką specyfikę, że są przegadane, a dla tłumacza najwygodniej jest, kiedy film ma mało dialogów, bo zleceniodawca płaci od tego, ile trwa dany odcinek, a nie ile ma w sobie tekstu [śmiech]. Na początku dostałam tylko kilka odcinków, żeby się sprawdzić. Przetłumaczyłam je i otrzymałam informację zwrotną, że był to jeden z lepszych tekstów, jakie lektor czytał tego dnia. Od tego momentu poczułam się pewnie i zaczęłam robić kolejne tłumaczenia.

W ciągu kilku miesięcy przetłumaczyłam ponad trzydzieści godzin materiału filmowego. Robiłam to po zajęciach na studiach, kiedy tylko miałam czas. (...)

To na Erasmusie nauczyłam się odwagi, by robić trudne rzeczy. Bo to nie jest takie oczywiste, że jedziesz do obcego kraju i tam zaczynasz swoje życie zawodowe.

Updated on wtorek, 23/07/2024

EdA

Kierunek: północ!

Asia, Polska

Chciałam spróbować życia za granicą, z dala od rodziny i strefy komfortu. Jako absolwentka zaczęłam więc szukać okazji wyjazdu na wolontariat. Marzyłam o małej, słonecznej miejscowości gdzieś we Włoszech, ale los zaprowadził mnie na zupełnie inny kraniec Europy. Znalazłam ofertę pracy w świetlicy dla dzieci w Turku. Wówczas o Finlandii nie wiedziałam prawie nic, nawet w bibliotece nie było za dużo książek o tym kraju, a mimo to spakowałam się w jedną walizkę i wyruszyłam na północ, w nieznane. Jak się okazało, odkryłam wymarzone miejsce do życia.

Wolontariat to okazja nie tylko do pracy i zdobywania doświadczenia zawodowego, ale też przeżywania niesamowitych przygód. Od początku wiedziałam, że chcę zwiedzić jak najwięcej, m.in. Laponię. Gdy powiedziałam o tym współpracownikom, byli zdziwieni, że mam zamiar zapuszczać się tak daleko na północ i żartowali, że zjedzą mnie niedźwiedzie (śmiech). Finowie z południa – przynajmniej ci, których znam – niechętnie podróżują poza swój region. Ja się odważyłam i nie żałuję!

Opowieści Asi pochodzą z wywiadu, który ukazał się w kwartalniku "Europa dla Aktywnych". Pełną wersję tekstu możesz przeczytać tutaj.

Updated on czwartek, 23/01/2025

Subscribe to